Alkoholizm

Alkoholizm

Kto z nas wie o tym, że od 39 lat pierwszy tydzień Wielkiego Postu poświęcony jest modlitwie o trzeźwość narodu? Jeśli już kojarzymy tego typu inicjatywy, to wskazujemy na sierpień - postulowany przez Kościół miesiąc abstynencji. Jednak statystyki nie odnotowują znaczącego spadku sprzedaży alkoholu w sierpniu. Czy więc tego typu inicjatywy Episkopatu mają dziś sens i pozytywne skutki?

 W grudniu ubiegłego roku Rada Ministrów poznała i zaaprobowała wyniki ogólnopolskich badań zleconych przez Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA), z których jasno wynika, że w ostatnich trzech latach średnie spożycie stuprocentowego alkoholu wzrosło o prawie 30 proc, spożycie wódki zwiększyło się o 40 proc, a piwa o 10 proc. Autorzy raportu wiążą ten wzrost bezpośrednio z obniżeniem w 2002 r. akcyzy od napojów spirytusowych. Wzrost negatywnych zjawisk związanych z nadużywaniem alkoholu zanotowała też policja: o 30 proc. więcej interwencji zakończonych dowiezieniem do izby wytrzeźwień, wzrost liczby przestępstw popełnionych przez pijanych sprawców - przede wszystkim kierowców i "domowych bokserów". Co ciekawe, badania pokazały również, że Polacy nie tylko nie ograniczyli, ale jeszcze zwiększyli zakupy alkoholu na nielegalnym rynku.

     Już po dwóch miesiącach od przyjęcia alarmującego raportu przez rząd, dramatyczny apel do premiera wystosował Zespół Apostolstwa Trzeźwości przy Konferencji Episkopatu Polski. W liście z 21 lutego duszpasterze trzeźwości z całego kraju pod przewodnictwem bp. Antoniego Dydycza proszą m.in. o pohamowanie agresywnej, często zakamuflowanej reklamy alkoholu, zmniejszenie - zgodnie z wytycznymi WHO dla krajów Europy - o jedną czwartą spożycia alkoholu (autorzy sugerują "wykorzystanie instrumentów prawnych i ekonomicznych celem zmniejszenia sprzedaży alkoholu"), wspieranie pracy profilaktycznej, promowanie stylu życia bez alkoholu, podniesienie do 21 lat wieku dostępności alkoholu. "Apelujemy o taką nowelizację ustawy o wychowaniu w trzeźwości, aby służyła wychowawczej pracy rodziny, szkoły i Kościoła. Nadzieje, jakie pokłada społeczeństwo w przemianach społecznych, muszą znaleźć przełożenie w aktywnej polityce rządu, który powinien bardziej dbać o dobro młodych obywateli niż interes producentów i sprzedawców alkoholu" - czytamy w liście. Jego sygnatariusz ks. Piotr Kulbacki z Krucjaty Wyzwolenia Człowieka ruchu oazowego przypomina, że rząd może i powinien wpływać na zahamowanie wzrostu sprzedaży alkoholu na przykład poprzez podniesienie podatków - akcyzy, dostępność koncesji na sprzedaż alkoholu czy ograniczenie jego reklamy. - Nie jest to zwykły towar rynkowy, o którym decyduje prawo popytu i podaży. O atrakcyjności alkoholu decydują inne czynniki: cel i sens życia, przymus środowiskowy, uzależnienie - tłumaczy ks. Kulbacki.

     PIJĄ INACZEJ

     Gdy na początku lat 90. malało spożycie alkoholu, wydawało się, że oto wreszcie na progu wolnej Polski mamy za sobą największą plagę społeczną PRL-u. Niestety, dziś już nie jesteśmy takimi optymistami. Z raportu PARPY wynika, że odsetek osób nadużywających alkoholu (tj. powyżej 10 litrów spirytusu rocznie wśród mężczyzn i ponad 7,5 litra wśród kobiet) zwiększył się w ciągu ostatnich 3 lat o 30 proc. Polacy piją więc coraz więcej, ale zmienił się model picia. Za tzw. komuny piło się przede wszystkim w pracy, na ulicy (pod przysłowiową budką z piwem), w bramie kamienicy czy w parku. Dzisiaj natomiast pije się w pubach, no i w domach (picia "na ulicy" zabrania prawo, a w pracy nie można pić, bo zwolnią). W ten sposób problem jest jakby mniej widoczny. O. Jan Karczewski OFM-Cap z Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości w Zakroczymiu na podstawie obserwacji i rozmów z alkoholikami zwraca uwagę, że w ostatnich latach w nałóg często wpadają ludzie aktywni, przedsiębiorczy, topiący w alkoholu stresy i napięcia. - Gołym okiem widać też coraz wcześniejszą inicjację alkoholową wśród młodzieży. Sporo młodych ludzi jest już uzależnionych. Oczywiście ma na to wpływ eksperymentowanie z narkotykami, mieszanie ich z alkoholem - zaznacza zakonnik.

     - Młodzi piją inaczej niż my, gdy byliśmy w ich wieku. Przechodząc obok szkół, często widzę uczniów z puszkami piwa, stojących właściwie na widoku nauczycieli. W renomowanych liceach na porządku dziennym jest sięganie po środki psychoaktywne i alkohol. Biorą, bo już w szkole czują presję wyścigu szczurów - uważa terapeuta i zarazem anonimowy alkoholik, znany w środowisku jako Zyga.

     Na szczęście, co podkreśla o. Karczewski, zmienia się też podejście do alkoholizmu: - Ludzie szybciej diagnozują problem, wcześniej szukają pomocy - mówi.

     ŻEBYŚ SIĘ ZAPIŁ NA ŚMIERĆ

     Zyga przestał pić 14 kwietnia, w tym roku będą 22 lata. Od tego czasu pracował w Ośrodku Terapii Uzależnień na Sobieskiego w Warszawie, obecnie jest społecznym terapeutą w Szpitalu Praskim. Dzięki pomocy finansowej miasta w szpitalu otwarto ponad dwa lata temu oddział detoksykacyjny. Przyjmowani są do niego wszyscy, także ci nieubezpieczeni, najczęściej bezdomni. Zespół terapeutyczny ma za zadanie dostarczyć pacjentom wiedzy o chorobie alkoholowej i zmotywować ich do podjęcia leczenia.


     Na pytanie, co ich ostatecznie przekonuje, Zyga odpowiada: - Cykl wykładów, które pokazują, co alkohol robi z życiem człowieka. Jak picie matki, ojca wpływa na dzieci, własne zdrowie, pracę, funkcjonowanie w społeczeństwie. Bo do tej pory oni żyli w przekonaniu, że po prostu stracili parę złotych, no i mieli często kaca. Konfrontacja ze wszystkimi skutkami picia jest na ogół wstrząsem. Uzależnione kobiety płaczą, uświadamiając sobie, co alkohol zrobił z ich rodzin. Jeden z pacjentów powiedział mi, że zgłosił się na "de-toks" i terapię, bo 12-letni syn powiedział mu: "Życzę ci, żebyś zapił się na śmierć". Wtedy do tego ojca dotarło, że zniszczył własne dziecko! Że za kilka lat syn mógłby powiedzieć "ojciec zapił się śmierć!"

     W leczeniu choroby alkoholowej od 50 lat w USA, a od 30 w Polsce, pomagają wspólnoty samopomocowe Anonimowych Alkoholików. Pierwsza warszawska grupa nazwana "Odrodzenie" powstała przy Instytucie Psychiatrii i Neurologii. Dziś w stolicy działa 200 grup. Na spotkania, czyli "mityngi AA", może przyjść nawet nietrzeźwy, ale wtedy nie ma prawa głosu. Kilka tygodni temu, 7 stycznia, przy ul. Poznańskiej 38 trzeźwiejący alkoholicy otworzyli Klub Integracji Społecznej. - To pomoc dla tych, którzy chcą zdrowieć. Mogą tam przyjść ci, którzy już mówią o sobie "jestem alkoholikiem". Taka szczerość to właśnie znak, że przestaje się pić - tłumaczy Zyga.

     Po AA powstały działające na podobnych zasadach wspólnoty Al-Anon, skupiające rodziny osób uzależnionych, oraz DDA, które tworzą dorosłe dzieci alkoholików.

     Od wielu lat duszpasterze i moraliści, ale także sami alkoholicy zastanawiają się, czy alkoholizm to grzech czy tylko choroba? Dyskusję sprowokował słynny artykuł prof. Wiktora Osiatyńskiego w "Polityce" w 1985 r.

     - Trudno określić granice, nawet specjaliści mają z tym problemy. Wielokrotnie debatowaliśmy nad tym w Zakroczymiu. Te dwa pojęcia dotyczą innych rzeczywistości, ale przecięż jakoś się łączących. Na pewno nie jest tak, że pijacy pijąc grzeszą, a chorzy na alkoholizm to już nie. Istnieje problem odpowiedzialności za chorobę. W programie AA jest 12 kroków do uzdrowienia, a jednym z nich jest zadośćuczynienie za krzywdy, popełnione podczas choroby. A więc trzeba wziąć odpowiedzialność za to, co się w chorobie złego uczyniło - mówi o. Jan.